wtorek, 21 maja 2013

Kluby Konopne, czyli o co chodzi...



Jednym z projektów ustaw jaki niedługo Ruch Palikota złoży w Sejmie będzie projekt umożliwiający tworzenie Klubów Konopnych. Czym są Kluby Konopne, na jakiej zasadzie działają i kto może ja założyć? Otóż takie Kluby to stowarzyszenia w ramach których członkowie będą mogli uprawiać, posiadać i konsumować - na własny użytek konopie (na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą). Jednocześnie uprawa i konsumpcja jest możliwa jedynie w przystosowanym do tego celu lokalu, niedostępnym dla osób trzecich. Aby założyć taki Klub musi uzbierać się grupa co najmniej 5-ciu pełnoletnich osób, dysponująca odpowiednim lokalem. Dodatkowo osoby te nie mogą być karane za handel i udzielanie narkotyków nieletnim.

Wydawanie zezwolenia na działalność Klubów byłoby w gestii wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. Do zadań Ministra Sprawiedliwości należało by ustalenie warunków koniecznych do uzyskania zezwolenia, a także zasady funkcjonowania Klubów, czyli: obowiązkowe badanie lekarskie wszystkich członków, formy kontroli porządkowej działania Klubu (uprawnienia Policji do kontroli przestrzegania warunków ustawowych), ustalenie warunków lokalu (odległość od szkół, zabezpieczenie dostępu), ustalenie dopuszczalnych rozmiarów i warunków uprawy konopi, posiadania i konsumpcji). Również w porozumieniu z Ministrem Zdrowia określenie ilości konopi jakie można będzie posiadać bez konsekwencji prawnych.

Co da nam utworzenie Klubów Konopnych? Przede wszystkim uwolni konopie od świata przestępczego. Ludzie uprawiający i korzystający z niej na własny użytek nie będą kupować marihuany niewiadomego pochodzenia. To szansa dla ludzi, dla których marihuana jest lekarstwem na rożnego typu schorzenia. Nie od dziś wiadomo, że pomaga chorym ludziom m. in. na: stwardnienie rozsiane, cukrzycę, spastyczność mięśni, padaczkę, miażdżycę, anoreksję, różnego rodzaju nowotwory (np. glejaka wielopostaciowego, białaczkę), retinopatię, AIDS, HCV czy wiele chorób skórnych. Osoby takie uprawiały by konopie w celach zdrowotnych, bez konieczności zakupu „zioła” u dilera. Kolejnym ważnym argumentem jest specyfika takiego Klubu, ponieważ jest on zamknięty dla ludzi z zewnątrz i dla nieletnich, zatem dzieci i młodzież nie miałaby możliwości tam wstępu oraz konsumpcji używki. Konieczna jest także tolerancja sprzedaży nasion i klonów, aby umożliwić domową produkcję i w ten sposób zmniejszyć czarny rynek, głównie import. Marihuana oraz otrzymywane z niej produkty musiałyby być legalne, włączając marihuanę medyczną.

Tworzenie Klubów Konopnych nie jest czymś nowym. Stowarzyszenia takie istnieją już w Hiszpanii, Belgii, a także dla użytkowników marihuany medycznej – w USA i Kanadzie. Kluby Konopne umożliwiają kontrolowaną i dzięki temu bezpieczną uprawę oraz konsumpcje marihuany. Organy państwowe będą mogły ustalać ramy oraz kontrolować Kluby od zasiewu po konsumpcję. Dochody oraz podatki z tego rynku generowałyby biliony euro w oficjalnej gospodarce, co spowodowałoby wzrost ekonomiczny. W ten sposób Kluby mogłyby stworzyć nowe miejsca pracy oraz pozwoliłyby na zakup wielu produktów objętych podatkiem.

Miejmy nadzieję, że politycy z innych partii otworzą oczy i zrozumieją, że marihuana to lekarstwo dla tysięcy obywateli naszego kraju zmagających się z ciężkimi chorobami. Dlatego projekt ten powinien wejść w życie choćby ze względu na nich. Restrykcyjna polityka antynarkotykowa nie zdała i nigdy nie zda egzaminu przynosząc jedynie pieniądze mafiom. Z tego powodu tak bardzo potrzebna jest w Polsce dekryminalizacja i pozbawienie dochodów organizacji przestępczych.

Na koniec chcielibyśmy wszystkich zaprosić do Warszawy na X Jubileuszowy Marsz Wyzwolenia Konopi, który odbędzie się w najbliższą sobotę (25 maj). Start Marszu – godzina 15.00 spod Pałacu Kultury i Nauki. Więcej informacji związanych z tym wydarzeniem znajdziecie na oficjalnej stronie Marszu.

piątek, 3 maja 2013

Kończ waść, wstydu oszczędź!



Po ostatniej sesji RM oczekuję tylko jednego od radnego Cholewki – oddania przez niego mandatu. Naprawdę po takim „występie” to jedyne honorowe (wiesz pan w ogóle co to jest?) wyjście. Sesja Rady Miejskiej to nie wiejska potańcówka w remizie, strażak Cholewka najwyraźniej o tym zapomniał. Dobrze że wszystko się nagrało i każdy może zobaczyć ten „piękny” język pełen „tolerancji” i „zrozumienia” jaki zaprezentował druh wobec opozycyjnego radnego – Mateusza Klinowskiego. Film do oglądnięcia tutaj, polecam!

środa, 1 maja 2013

Likwidacja niektórych uprawnień Straży Miejskiej - projekt ustawy



W zeszłym tygodniu Ruch Palikota złożył w Sejmie projekt ustawy o likwidacji Straży Miejskiej – na piątkowej konferencji prasowej posłowie Andrzej Rozenek i Maciej Banaszak (RP) oraz przewodniczący SDPL Wojciech Filemonowicz uzasadnili konieczność likwidacji tej służby, lub przynajmniej zabrania jej obecnych kompetencji. Zapowiedzieli też ogólnopolską akcję zbierania podpisów pod tym projektem. Maciej Banaszak podkreślił, że Ruch Palikota przeprowadzał konsultacje społeczne: spotkania z mieszkańcami małych i większych miast, komendantami straży miejskiej, a całe uzasadnienie projektu liczy aż 25 stron. Dlatego wspomniał tylko o dwóch najważniejszych celach:  
1) wyłączenie straży miejskiej z procesu kontroli fotoradarowej
2) odebranie straży miejskiej możliwości karania kierowców z tytułu wykroczeń za nieprawidłowe parkowanie.

Film ze szczegółowym omówieniem projektu ustawy można obejrzeć tutaj.

sobota, 27 kwietnia 2013

Stanowisko w sprawie uboju rytualnego



Ruch Palikota jest przeciwny rządowej propozycji legalizacji rytualnego uboju zwierząt. Uważamy, że nie istnieje żadna akceptowalna metoda uśmiercania zwierząt bez pozbawiania ich świadomości. Nieprawdą jest, że jeśli zrezygnujemy ze stosowania obrotowych klatek przy uboju rytualnym, to spowoduje to złagodzenie przeraźliwego koszmaru jaki przeżywa nieogłuszone zwierzę, któremu podcięto gardło. Niestosowanie obrotowych klatek w niczym nie umniejsza faktu, że ubój rytualny polega na powolnym wykrwawianiu i duszeniu się świadomego zwierzęcia. Nie wyrażamy zgody aby we współczesnym cywilizowanym świecie zwierzęta cierpiały z powodu dogmatów którejkolwiek religii. Ruch Palikota jako partia świeckiego państwa uważa, że nie powinno się ustawowo regulować kwestii obyczajów i praktyk  wspólnot religijnych, tym bardziej jeśli w grę wchodzi łamanie zasad etycznych i działanie wbrew ustawie o ochronie praw zwierząt. Uważamy argumenty o rzekomym ogromnym bezrobociu i stratach  w całej branży mięsnej za mocno przesadzone. W Polsce ubojem rytualnym zajmowało się 20 ubojni, czyli niewielka część całego sektora mięsnego. Tolerowanie okrutnego znęcania się nad zwierzętami przynosi temu sektorowi więcej szkody niż pożytku, tworząc wokół niego aurę barbarzyństwa i patologii.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Budżet partycypacyjny



Temat budżetu partycypacyjnego był już nie raz poruszany przez lokalnych blogerów, u nas natomiast ma swój debiut. Z racji tego, że nasz blog jest jeszcze dość „świeży” i nie było okazji o nim podyskutować, a zatem nadrabiamy stracony czas. Nasze stanowisko w sprawie budżetu partycypacyjnego jest oczywiście jak najbardziej pozytywne, uważamy że im więcej społeczeństwa obywatelskiego, tym lepsza jakość lokalnej demokracji. Dlatego jeśli w następnej kadencji RM będziemy współdecydować o losie gminy, to na pewno postaramy się ten pomysł wprowadzić w życie.

Nie będę pisał czym jest budżet partycypacyjny zwany też obywatelskim, ponieważ bardzo dobrze wyjaśnił to na swoim blogu Obywatel Wadowic (link, link, link). Nadmienię jednak, że nie jest to nowy pomysł, ponieważ jego początki sięgają lat 90-tych XX-go wieku. Wtedy to władze brazylijskiego Porto Alegre postanowiły go wprowadzić dając mieszkańcom możliwość współdecydowania o części wydawanych środków. Idea budżetu stała się w Brazylii bardzo popularna i do 2008 roku powołało go ponad 200 miast. Następnie zaczęto wprowadzać ten pomysł w innych krajach Ameryki Południowej i do roku 2010 liczba miast na kontynencie posiadających budżet partycypacyjny wynosiła 510. Jeżeli chodzi o Europę, to już 200 miast zdecydowało się wprowadzić niniejszy projekt w życie.

Pierwszym polskim miastem który poszedł w ślady Porto Alegre był w 2011 roku Sopot. Władze podzieliły miasto na 4 okręgi w których odbywają się spotkania mieszkańców z urzędnikami.  Po szeregu spotkań zostaje ogłoszony termin głosowania powszechnego w tych okręgach. Po zliczeniu głosów najlepsze projekty zostają wcielane w życie. Dzięki temu wiele inwestycji w mieście zostało zrealizowanych, a kolejne są w trakcie realizacji. Kolejnymi miastami które wprowadziły budżet obywatelski w 2012 roku były: Elbląg, Gorzów Wielkopolski, Poznań, Zielona Góra. Następne już przygotowują się do wprowadzenia tego typu rozwiązania, a są to: Bydgoszcz, Chorzów, Dąbrowa Górnicza, Kędzierzyn – Koźle, Gdańsk, Łódź, Płock, Radom, Tarnów, Toruń, Wrocław. Z kolei urzędnicy w Katowicach i Warszawie debatują nad jego wprowadzeniem.

Jednym z najważniejszych argumentów jaki przemawia za budżetem partycypacyjnym jest dialog pomiędzy mieszkańcami a władzą. Ponieważ mieszkańcy spotykają się na zwołanych przez magistrat zebraniach debatując, dyskutując i zgłaszając swoje propozycje na zagospodarowanie części miejskich środków. Budżet partycypacyjny ma tę przewagę nad konsultacjami społecznymi, że projekt który zyska największe poparcie wśród mieszkańców jest wiążący dla władz i musi być zrealizowany. Aby jego idea przynosiła pozytywne efekty, musi być powtarzana co roku. Ponieważ tylko wtedy osiągnie odpowiednią jakość oraz zasięg oddziaływania, który z każdym rokiem będzie większy.

Jeżeli chodzi o cele budżetu partycypacyjnego (obywatelskiego), to można je podzielić na cele główne i pośrednie.
Do celów głównych zaliczamy:
  • wspieranie procesu decentralizacji władzy,
  • budowanie zaufania mieszkańców do samorządu,
  • przyczynianie się do niwelowania dystansu pomiędzy rządzącymi i mieszkańcami,
  • promowanie innowacyjności i przedsiębiorczości.
Z kolei do celów pośrednich należą:
  • aktywizacja mieszkańców,
  • tworzenie społeczeństwa obywatelskiego,
  • poprawa jakości życia w mieście,
  • zwiększenie przejrzystości procesu zarządzania środkami publicznymi,
  • nadanie równorzędnej roli mieszkańcom z urzędnikami w podejmowaniu decyzji,
  • demokratyzacja procesu decyzyjnego,
  • zmiana relacji między lokalną władzą, a społeczeństwem obywatelskim budując dialog,
  • angażowanie grupy i środowiska, które do tej pory nie uczestniczyły w debacie publicznej,
  • przeniesienie środków do grup społecznych, obszarów najbardziej potrzebujących,
  • wspieranie zrównoważonego rozwoju miasta pod względem ekonomicznym, społecznym, środowiskowym, kulturowym.

Widać zatem jak wiele korzyści można osiągnąć wprowadzając budżet obywatelski w naszym mieście. I najważniejsze, zadaniem budżetu partycypacyjnego NIE JEST odwrócenie się mieszkańców od urzędników, wręcz burzy tę „ścianę” postawioną między nimi. Tworzy on tak bardzo potrzebny dialog pomiędzy obiema stronami. Dlatego mówiąc o budżecie partycypacyjnym, że jego wprowadzenie storpeduje pracę Rady Miejskiej jest nic innym jak czystym populizmem i strachem przed mieszkańcami. 

Tekst napisany na podstawie:
  1. Ruch Palikota, „Budżet Partycypacyjny (obywatelski)” – prezentacja multimedialna.
  2. Badania Wojciecha Kębłowskiego - doktoranta Universite Libre de Bruxells, absolwenta międzynarodowych studiów miejskich 4cities na uniwersytetach w Brukseli, Kopenhadze, Madrycie i Wiedniu.

środa, 3 kwietnia 2013

Miasto straconych szans


Wczorajszy materiał na TVN24 potwierdził niestety postawioną przeze mnie tezę w tytule. Chociaż z drugiej strony czego się miałem spodziewać? Żadne czary i iluzje nie pomogą już Carycy i jej Kocichowi nikomu zamydlić oczów, ponieważ cała Polska widziała efekt ich „radosnych” rządów. Niestety szanowni państwo, jeśli się coś spieprzyło, trzeba to przyjąć na tzw. „klatę” i odpowiedzieć na pytania dziennikarki a nie okopywać się i zasłaniać tarczą w postaci Krzysia-Pogodynki. Prawda jest dla was okrutna, nie wykorzystaliście szansy danej od losu.

Przyjeżdżając do Wadowic jako turysta sam zastanawiałbym się gdzie jest to słynne papieskie muzeum, gdzie informacja turystyczna, gdzie są pozostałe miejsca związane z Karolem Wojtyłą, co można robić innego w tym mieście poza zwiedzaniem papieskich śladów i zjedzenia kremówki? Wam nawet przez te 20 lat nie chciało się odpowiednio oznakować i wypromować tych miejsc! Ale tak to jest, jak przez tak długi czas jechało się na zasadzie „jakoś to będzie” i bajerze związanej z kremówkami. Nie mówiąc już o bazie noclegowej z prawdziwego zdarzenia, która mogła powstać, przez co ludzie zatrzymywali by się dłużej niż na te 2 godziny. Dzięki temu Wadowice rzeczywiście byłyby doskonałą bazą wypadową w Beskidy, do Krakowa, Zatora czy Inwałdu. Przy dobrej współpracy z tymi miejscowościami można by stworzyć jakiś ciekawy projekt. Do tego potrzeba jednak osoby z „turystyczną” wizją która ma pomysł a  nie „chrześcijańskiego perkusisty”. Ale o czym my mówimy jak dla was problemem jest zorganizować przewodnika, który byłby dostępny dla zwiedzających od zaraz.

Na zakończenie, podejrzewam że jakiś „oburzony” napisze tutaj, że co ja „lewak” z  Palikociarni mam do powiedzenia na temat spuścizny po Karolu Wojtyle. Otóż mam, ponieważ jestem mieszkańcem tego miasta i widzę jak ono umiera, jak szaleje tutaj bezrobocie, chociaż do takiego miasta inwestorzy powinni „walić” drzwiami i oknami. Niestety jest wręcz przeciwnie, ludzie stąd uciekają jak najdalej za granicę lub szukają szczęścia w lepiej zarządzanych miastach, o horrendalnych cenach podstawowych produktów już nie wspomnę. Toteż powinno być dla was potwarz drodzy włodarze że taki „komuch” jak ja to dostrzega, a wy nie. Przy dobrej i rozważnej polityce turystycznej można było wiele skorzystać, niestety nie z tą władzą. Póki co jest to miasto straconych szans…